-Ej, Tarzan!- krzyczała Terk, siedząc na grzbiecie Tantora i biegnąc znowu pod domek.
-Myślałem że się obraziłaś.-powiedziała nagle Tarzan zeskakując z drzewa.
-Bo to prawda, tylko że...- zaczęła Terk.
-Statek!- dokończył szybko Tantor, zdyszany.- Statek, duży statek!
-Przecież odpłynął tydzień temu- powiedział Tarzan.
-Ten jest inny- odparła Terk.
Tarzan zmrużuł oczy i popatrzył prosto na nią, ona założyła łapy na piersiach.
-Czy ty właśnie próbujesz wywnioskować czy kłamie?- zapytała Terk.
-A kłamiesz?
-Nie! No weź to zobacz. To wszystko jest podejrzane.
-Co się dzieje?- zapytała Jane wychodząc z domku.
-Wyjaśnie ci po drodze- odparła Tarzan.
Zawisił na jednej z gałęzi i podał jej dłoń, chwyciła ją mocno. Łapiąc się gałęzi, wiszących bluszczy i jeszcze trzymając Jane, Tarzan przemieszczał się po dżungli.
Niby powiedział ,,wyjaśnie ci po drodze" ale raczej w takiej formie przemieszczania się, nie było czasu na rozmowy. W porę zatrzymali się i zchowali się w koronie drzewa obserwując plaże.
Pięc szalup było przycholowanych do brzegu, a niedaleko na morzu stal ogromny statek z białymi żaglami.
Przy szalupie stało mnóstwo marynarzy i dwie kobiety. Jedna miała błękitną, jedwabą suknię a na ramionach zarzucona hustę. Jej karnacjsa była dosłownie ,,mlecznobiała", wyglądała jak porcelanowa lalka. Usta miała podkreślone czerwoną szminką a jasne, blond włosy zawiązane w kitkę. Wyglądała zbyt perfekcyjnie, bił od niej spokój i elegancja. Obok niej stała dziewczyna, rude włosy spływały jej na odsłonięte plecy. Miala na sobie dziewczęcą sukienkę na szelkach z zieloną górą i zółtym, rozłożystym dołem w zielone wzory. Ta z kolei wierciła się, to poprawiala włosy, to wygładzała sukienkę. Jakby musiała zając czymś ręcę.
-Co to ma być?- zapytała Jane.
-Cicho- powiedział Tarzan nastawiając uszu.
-...tak, natychmiast rozbijcie namioty- mówiła kobieta o blond włosach.
-Tak jest wasza wysokość- odparł jeden z marynarzy.
Wszyscy założyli na plecy zwinięte namiotu i podażali plażą w kierunku małej polany bez drzew. Tylko jeden z meżczyzn na luzie wziął na ramię złożony namiot i szedł obok dwóch dziewczyn.
Zostało tylko kilka mężczyzn, którzy pojedyńczo wsiadli do szalup i powiosłowali w stronę statku. Zapewne po resztę załogi.
-Dlaczego Astoria nie płynęła z nami.- odparła jasnowłosa.- Teraz będzie musiała płynąć z szalupą pełną spoconych mężczyzn.
-Czekaj, czekaj- przerwał jej mężczyzna idący obok nich w blond włosach.-Sugerujesz że...
Rudowłosa dziewczyna parsknęła śmiechem i pozwolila się objąć mężczyźnie.
-Dlaczego patrzysz tak krzywo na załogę?- zapytała rudowłosa i zwróciła się do chłopaka.- Kristoff pamiętasz jak stary Carl w drugi dzień wypił dwie butelki rumu i wyskoczył za burtę.
-Prawdę mówiąc pamiętam to tak samo jak Carl- zaśmiał się Kristoff.
-Ty pijaku jeden- dziewczyna dała mu kuksańca w bok.-Elso a po za tym wiesz że Astoria chcę mieć na oku swoje bagaże.
Jane i Tarzan przeskoczyli na kolejne drzewo żeby nie stracić ich z oczu.
-...no tak i ja mam traktować załogę poważnie.- mówiła Elsa.- Anno masz mój wachlarz?
Anna rzuciła jej potrzebną rzecz.
-A podać to nie łaska?- mruknęła Elsa.
-Cały czas tylko marudzisz- odparła Anna.
-Nawet jak płyneliśmy do Szkocji to narzekała że jej zimno- dodał Kristoff i razem z Anną parsknęli śmiechem, najwidoczniej dla nich było to zabawne.
-Wcale nie- mruknęła Elsa zadzierając głowę do góry.-Po prostu było za wysokie ciśnienie.
-Ciśnienie, ciśnienie- mruknęła Anna.
Od tej trójki nie udało się usłyszeć nic przydatnego, więc przeskoczyli kilka drzew i słuchali teraz rozmowy grupy marynarzy.
-Ale wiesz jak to jest- mówił jeden.- W saniach weźmiesz szyny poluzujesz i już nie ruszysz ni w tą i na zad.
-No tak to jest, koń nie da rady ruszyć. Do tyłu czy do przodu, za nic się nie ruszy panie- powiedział jego kolega.
-No to ja mu mówie, dokręć te szyny bo to nic z tego, a on wziął jeszcze on zaczął pchać, a wiesz jak to jest. Lód, woda to pojechało wszystko, poślizg był i do urwiska. Ja mu mówie że po co sobie wymyślił jakiś handel lodem...
-O czym oni mówią?- zapytał Tarzan.
-To nieistotne skoro nic się nie dowiedzieliśmy- odparła Jane.
-Jak to nie?- zdziwił się Tarzan.- Mówiłaś kiedyś coś o lodzie, że to taka woda twarda jak kamień i jest tam gdzie jest zimno.
-I?
-Mówili coś o handlu lodem.
Jane zastanowiła się.
-Jest takie państwo nad Bałtykiem, od kilku lat wydobywa pokaźne ilości lodu. Zapomniałam nazwy.
-Are-nde...l- odparł Tarzan.
-Co?
-Arendele, no te państwo.
-Skąd ty to...
Tarzan wskazał na jednego z marynarzy niosącego namiot, na nim był naszyty zielono-fioletowy herb a pod spodem napisane było ,,k....e Arendele"
Część napisu była jednak zasłoniona.
-Co robimy?- zapytała Jane.
-Może trzeba z nimi pogadać, dowiedzieć się czegoś.
-Och, nie wiem. Ja i tatko przebywamy na tych terenach nielegalnie. No wiesz mieliśmy wrócić statkiem, oni mogą nas stąd zabrać. A po za tym to jest jakaś królewkska flota.
W tej chwili pod drzewem przeszli Anna, Kristoff i Elsa.
-Elso, nie krępuj się- mówiła Anna- Nie zamrozisz dżungli, napewno.
Mlecznobiała twarz Elsy przybrała czerwony kolor a z czoła lał jej się pot.
-Tylko mnie pilnuj, ok?- zapytała.
Złożyła parasolkę i wyrzuciła coś w górę. Białe płatki zaczęły spadać obok niej, najpierw Jane mysłała że to jakieś konfeti, dopóki najbliższe z nich drzewa nie pokryły się białą mgiełką, szronu.
Jane wydała z siebie zduszony krzyk gdy liscie wokół niej pokryły się szronem. Za każdym krokiem Elsy na wilgotnym piachu pojawiała się linia czegoś świecącego.
-No i od razu lepiej- pocieszyła ją Anna.
-Co to jest?- zapytał Tarzan wpatrując się w powoli topniejący szron.
-Co ty widziałeś?- zapytała Jane.
-Mech, tylko biały i już go nie ma- powiedział patrząc z zdziwieniem na Jane.
-Ja chyba śnie- odparła Jane opierając się o pień i głeboko oddychając.
-Patrz tam- powiedział na świecącą linię która pojawiała się za krokiem Elsy.
Złapał ją za ręke i zeskoczyli, zanim wyszli na plaże rozgnądneli.
Jane natychmiast przykucnęła przy tym czymś świecącym. Cieniutka linia iskrzacego lodu biegla od tego miejsca za zakręt, w którym zniknęła Elsa. W większości miejsc roztopił się, ale nie podlegalo to watpliwości że to lód, prawdziwy lód na równiku.
-Niemożliwe- odparła Jane.-Tarzan to jest lód. Pamiętasz co mówiłam ci o lodzie?
-Że występuje tylko w temperaturze poniżej zera.
-Tak! To nie możliwe żeby on tu był, po prostu nie możliwe.
-Może to jakieś czary?- podsunął Tarzan.
-Magia nie istnieje. To jest dla mnie zbyt dziwne.
*****
-Naprawdę, chciałabym zobaczyć takiego prawdziwego lwa!-zawoła z entuzjazmem Anna kręcąc się, wokół meżczyzn rozkładających namioty.
-Powiem pani że to ostatnia rzecz którą chce pani zobaczyć- powiedział jeden z nich.
-Jak Jammie. Ten z cyrku, pracował w tresurze i ten jego tygrys odgryzł mu nogę- dodał inny.
-Ten stary Jammie co w kuźni pracuje?- dopytywala się Anna.
-Nie, tamten to Jammie jego syn, a Jammie ojciec już jedną nogą w grobie.
Załoga polubiła Anne z jednego powodu, chodziła wokół nich i gadała jak najęta, słuchanie jej umilało im pracę.
-Aniu, możesz na chwilę?- krzyknęła Elsa wystawiajac głowę za wejścia namiotu.
-Panna mroźna wzywa- mruknęła do marynarzy.
Parsknęli krótkim śmiechem ale umilkli tylko gdy Elsa spojrzała na nich podejrzliwym tonem. Lepiej nie zadzierać z królową.
Anna podskokami wbiegła do namiotu. Całe wnętrze zajmowały, statywy, jakieś przybory do pomiaru.
Przy stoliku z próbówkami stała Elsa z Astorią.
Astoria liczyła sobie około 30 lat, byłaby ładna gdyby nie przetluszczone, brązowe loki, sterczące w wszystkie strony, sięgające do ramion. Oczy były, ładnego, zielonego koloru. Byłyby naprawdę śliczne gdyby nie otaczały ich wory pod oczami i nie były przekrwawione. Oprócz tego jej skóra z opalania przybrała lekko brązowy kolor. Prawdę mówiąc gdyby Astoria wzięła się za siebie, mogłaby podbić serce nie jednemu mężczyźnie. Miała na sobie poplamioną, różową sukienkę, która w ogóle do niej nie pasowała i biały fartuch. Na czole miała założone gogle.
Krążyły plotki że Astoria nie dbała o siebie z jednego powodu. Dawno temu jakiś mężczyzna złamał jej serce i nie chciała dać się drugi raz zranić, oddała się całkowicie pracy nad badaniami.
-Och witaj Anno!- zawołała wesoło Astoria.-Wydaję mi się że się juź dzisiaj z tobą witałam.
-No... trzy razy.
Astoria parsknęła krótkim smiechem:
-To zabawne jakich człowiek rzeczy nie pamięta, nie?- nie dała jednak czasu na odpowiedź i kontynuowała dalej.-Przejdźmy do rzeczy. Badania zajmą mi jakieś dwa tygodnie.
-Dwa tygodnie?- powtórzyla c niedowierzaniem Elsa.- Miał być góra tydzień.
-No niby tak... Ale trzeba wytworzyc dodatkowa porcje błękitu orynamoclego, to trochę potrwa.
-O mój boże- jęknęła Elsa.- Idę się przewietrzyć.
Ryszyła szybkim krokiem i zatrzymała się przed wyjściem.
-Poszłabym się przewietrzyć gdyby na zewnatrz nie bylo plus czterdzieści! Idę spać, dobranoc.
Anna i Astoria jakoś nie przejeły się fochem Elsy, od początku podróży miała zmienne humorki.
-Myślisz że jej przejdzie?- zapytała Anna.
-Chyba dopiero w Arendele, ale wszystkim się podoba, nie?
-I to strasznie. Astrorio chciałabym się przejść po dżungli, ale Elsa zakazała komu kolwiek oddalać się komu kolwiek po zmroku. Chyba nie wytrzymam do jutra.
Lód na równiku!! To przecież nie możliwe!! xD
OdpowiedzUsuńPodoba mi się rozdział, tak jak zwykle :)
Czekam na nexta :D
Lód na Równiku... It's magic !!!! :D
OdpowiedzUsuńRozdział super czekam na nexta.