środa, 4 lutego 2015

2. Szpiegowanie

-Ej, Tarzan!- krzyczała Terk, siedząc na grzbiecie Tantora i biegnąc znowu pod domek.
-Myślałem że się obraziłaś.-powiedziała nagle Tarzan zeskakując z drzewa.
-Bo to prawda, tylko że...- zaczęła Terk.
-Statek!- dokończył szybko Tantor, zdyszany.- Statek, duży statek!
-Przecież odpłynął tydzień temu- powiedział Tarzan.
-Ten jest inny- odparła Terk.
   Tarzan zmrużuł oczy i popatrzył prosto na nią, ona założyła łapy na piersiach.
-Czy ty właśnie próbujesz wywnioskować czy kłamie?- zapytała Terk.
-A kłamiesz?
-Nie! No weź to zobacz. To wszystko jest podejrzane.
-Co się dzieje?- zapytała Jane wychodząc z domku.
-Wyjaśnie ci po drodze- odparła Tarzan.
   Zawisił na jednej z gałęzi i podał jej dłoń, chwyciła ją mocno. Łapiąc się gałęzi, wiszących bluszczy i jeszcze trzymając Jane, Tarzan przemieszczał się po dżungli.
    Niby powiedział ,,wyjaśnie ci po drodze" ale raczej w takiej formie przemieszczania się, nie było czasu na rozmowy. W porę zatrzymali się i zchowali się w koronie drzewa obserwując plaże.
   Pięc szalup było przycholowanych do brzegu, a niedaleko na morzu stal ogromny statek z białymi żaglami.
  Przy szalupie stało mnóstwo marynarzy i dwie kobiety. Jedna miała błękitną, jedwabą suknię a na ramionach zarzucona hustę. Jej karnacjsa była dosłownie ,,mlecznobiała", wyglądała jak porcelanowa lalka. Usta miała podkreślone czerwoną szminką a jasne, blond włosy zawiązane w kitkę. Wyglądała zbyt perfekcyjnie, bił od niej spokój i elegancja. Obok niej stała dziewczyna, rude włosy spływały jej na odsłonięte plecy. Miala na sobie dziewczęcą sukienkę na szelkach z zieloną górą i zółtym, rozłożystym dołem w zielone wzory. Ta z kolei wierciła się, to poprawiala włosy, to wygładzała sukienkę. Jakby musiała zając czymś ręcę.
-Co to ma być?- zapytała Jane.
-Cicho- powiedział Tarzan nastawiając uszu.
-...tak, natychmiast rozbijcie namioty- mówiła kobieta o blond włosach.
-Tak jest wasza wysokość- odparł jeden z marynarzy.
   Wszyscy założyli na plecy zwinięte namiotu i podażali plażą w kierunku małej polany bez drzew. Tylko jeden z meżczyzn na luzie wziął na ramię złożony namiot i szedł obok dwóch dziewczyn.
   Zostało tylko kilka mężczyzn, którzy pojedyńczo wsiadli do szalup i powiosłowali w stronę statku. Zapewne po resztę załogi.
-Dlaczego Astoria nie płynęła z nami.- odparła jasnowłosa.- Teraz będzie musiała płynąć z szalupą pełną spoconych mężczyzn.
-Czekaj, czekaj- przerwał jej mężczyzna idący obok nich w blond włosach.-Sugerujesz że...
   Rudowłosa dziewczyna parsknęła śmiechem i pozwolila się objąć mężczyźnie.
-Dlaczego patrzysz tak krzywo na załogę?- zapytała rudowłosa i zwróciła się do chłopaka.- Kristoff pamiętasz jak stary Carl w drugi dzień wypił dwie butelki rumu i wyskoczył za burtę.
-Prawdę mówiąc pamiętam to tak samo jak Carl- zaśmiał się Kristoff.
-Ty pijaku jeden- dziewczyna dała mu kuksańca w bok.-Elso a po za tym wiesz że Astoria chcę mieć na oku swoje bagaże.
   Jane i Tarzan przeskoczyli na kolejne drzewo żeby nie stracić ich z oczu.
-...no tak i ja mam traktować załogę poważnie.- mówiła Elsa.- Anno masz mój wachlarz?
   Anna rzuciła jej potrzebną rzecz.
-A podać to nie łaska?- mruknęła Elsa.
-Cały czas tylko marudzisz- odparła Anna.
-Nawet jak płyneliśmy do Szkocji to narzekała że jej zimno- dodał Kristoff i razem z Anną parsknęli śmiechem, najwidoczniej dla nich było to zabawne.
-Wcale nie- mruknęła Elsa zadzierając głowę do góry.-Po prostu było za wysokie ciśnienie.
-Ciśnienie, ciśnienie- mruknęła Anna.
   Od tej trójki nie udało się usłyszeć nic przydatnego, więc przeskoczyli kilka drzew i słuchali teraz rozmowy grupy marynarzy.
-Ale wiesz jak to jest- mówił jeden.- W saniach weźmiesz szyny poluzujesz i już nie ruszysz ni w tą i na zad.
-No tak to jest, koń nie da rady ruszyć. Do tyłu czy do przodu, za nic się nie ruszy panie- powiedział jego kolega.
-No to ja mu mówie, dokręć te szyny bo to nic z tego, a on wziął jeszcze on zaczął pchać, a wiesz jak to jest. Lód, woda to pojechało wszystko, poślizg był i do urwiska. Ja mu mówie że po co sobie wymyślił jakiś handel lodem...
-O czym oni mówią?- zapytał Tarzan.
-To nieistotne skoro nic się nie dowiedzieliśmy- odparła Jane.
-Jak to nie?- zdziwił się Tarzan.- Mówiłaś kiedyś coś o lodzie, że to taka woda twarda jak kamień i jest tam gdzie jest zimno.
-I?
-Mówili coś o handlu lodem.
   Jane zastanowiła się.
-Jest takie państwo nad Bałtykiem, od kilku lat wydobywa pokaźne ilości lodu. Zapomniałam nazwy.
-Are-nde...l- odparł Tarzan.
-Co?
-Arendele, no te państwo.
-Skąd ty to...
   Tarzan wskazał na jednego z marynarzy niosącego namiot, na nim był naszyty zielono-fioletowy herb a pod spodem napisane było ,,k....e Arendele"
   Część napisu była jednak zasłoniona.
-Co robimy?- zapytała Jane.
-Może trzeba z nimi pogadać, dowiedzieć się czegoś.
-Och, nie wiem. Ja i tatko przebywamy na tych terenach nielegalnie. No wiesz mieliśmy wrócić statkiem, oni mogą nas stąd zabrać. A po za tym to jest jakaś królewkska flota.
    W tej chwili pod drzewem przeszli Anna, Kristoff i Elsa.
-Elso, nie krępuj się- mówiła Anna- Nie zamrozisz dżungli, napewno.
   Mlecznobiała twarz Elsy przybrała czerwony kolor a z czoła lał jej się pot.
-Tylko mnie pilnuj, ok?- zapytała.
   Złożyła parasolkę i wyrzuciła coś w górę. Białe płatki zaczęły spadać obok niej, najpierw Jane mysłała że to jakieś konfeti, dopóki najbliższe z nich drzewa nie pokryły się białą mgiełką, szronu.
   Jane wydała z siebie zduszony krzyk gdy liscie wokół niej pokryły się szronem. Za każdym krokiem Elsy na wilgotnym piachu pojawiała się linia czegoś świecącego.
-No i od razu lepiej- pocieszyła ją Anna.
-Co to jest?- zapytał Tarzan wpatrując się w powoli topniejący szron.
-Co ty widziałeś?- zapytała Jane.
-Mech, tylko biały i już go nie ma- powiedział patrząc z zdziwieniem na Jane.
-Ja chyba śnie- odparła Jane opierając się o pień i głeboko oddychając.
-Patrz tam- powiedział na świecącą linię która pojawiała się za krokiem Elsy.
   Złapał ją za ręke i zeskoczyli, zanim wyszli na plaże rozgnądneli.
   Jane natychmiast przykucnęła przy tym czymś świecącym. Cieniutka linia iskrzacego lodu biegla od tego miejsca za zakręt, w którym zniknęła Elsa. W większości miejsc roztopił się, ale nie podlegalo to watpliwości że to lód, prawdziwy lód na równiku.
-Niemożliwe- odparła Jane.-Tarzan to jest lód. Pamiętasz co mówiłam ci o lodzie?
-Że występuje tylko w temperaturze poniżej zera.
-Tak! To nie możliwe żeby on tu był, po prostu nie możliwe.
-Może to jakieś czary?- podsunął Tarzan.
-Magia nie istnieje. To jest dla mnie zbyt dziwne.
*****
-Naprawdę, chciałabym zobaczyć takiego prawdziwego lwa!-zawoła z entuzjazmem Anna kręcąc się, wokół meżczyzn rozkładających namioty.
-Powiem pani że to ostatnia rzecz którą chce pani zobaczyć- powiedział jeden z nich.
-Jak Jammie. Ten z cyrku, pracował w tresurze i ten jego tygrys odgryzł mu nogę- dodał inny.
-Ten stary Jammie co w kuźni pracuje?- dopytywala się Anna.
-Nie, tamten to Jammie jego syn, a Jammie ojciec już jedną nogą w grobie.
    Załoga polubiła Anne z jednego powodu, chodziła wokół nich i gadała jak najęta, słuchanie jej umilało im pracę.
-Aniu, możesz na chwilę?- krzyknęła Elsa wystawiajac głowę za wejścia namiotu.
-Panna mroźna wzywa- mruknęła do marynarzy.
   Parsknęli krótkim śmiechem ale umilkli tylko gdy Elsa spojrzała na nich podejrzliwym tonem. Lepiej nie zadzierać z królową.
   Anna podskokami wbiegła do namiotu. Całe wnętrze zajmowały, statywy, jakieś przybory do pomiaru.
   Przy stoliku z próbówkami stała Elsa z Astorią.
    Astoria liczyła sobie około 30 lat, byłaby ładna gdyby nie przetluszczone, brązowe loki, sterczące w wszystkie strony, sięgające do ramion. Oczy były, ładnego, zielonego koloru. Byłyby naprawdę śliczne gdyby nie otaczały ich wory pod oczami i nie były przekrwawione. Oprócz tego jej skóra z opalania przybrała lekko brązowy kolor. Prawdę mówiąc gdyby Astoria wzięła się za siebie, mogłaby podbić serce nie jednemu mężczyźnie. Miała na sobie poplamioną, różową sukienkę, która w ogóle do niej nie pasowała i biały fartuch. Na czole miała założone gogle.
   Krążyły plotki że Astoria nie dbała o siebie z jednego powodu. Dawno temu jakiś mężczyzna złamał jej serce i nie chciała dać się drugi raz zranić, oddała się całkowicie pracy nad badaniami.
-Och witaj Anno!- zawołała wesoło Astoria.-Wydaję mi się że się juź dzisiaj z tobą witałam.
-No... trzy razy.
   Astoria parsknęła krótkim smiechem:
-To zabawne jakich człowiek rzeczy nie pamięta, nie?- nie dała jednak czasu na odpowiedź i kontynuowała dalej.-Przejdźmy do rzeczy. Badania zajmą mi jakieś dwa tygodnie.
-Dwa tygodnie?- powtórzyla c niedowierzaniem Elsa.- Miał być góra tydzień.
-No niby tak... Ale trzeba wytworzyc dodatkowa porcje błękitu orynamoclego, to trochę potrwa.
-O mój boże- jęknęła Elsa.- Idę się przewietrzyć.
   Ryszyła szybkim krokiem i zatrzymała się przed wyjściem.
-Poszłabym się przewietrzyć gdyby na zewnatrz nie bylo plus czterdzieści! Idę spać, dobranoc.
   Anna i Astoria jakoś nie przejeły się fochem Elsy, od początku podróży miała zmienne humorki.
-Myślisz że jej przejdzie?- zapytała Anna.
-Chyba dopiero w Arendele, ale wszystkim się podoba, nie?
-I to strasznie. Astrorio chciałabym się przejść po dżungli, ale Elsa zakazała komu kolwiek oddalać się komu kolwiek po zmroku. Chyba nie wytrzymam do jutra.

2 komentarze:

  1. Lód na równiku!! To przecież nie możliwe!! xD
    Podoba mi się rozdział, tak jak zwykle :)
    Czekam na nexta :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Lód na Równiku... It's magic !!!! :D
    Rozdział super czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń